Niepokalana
Instytut Niepokalanej Matki Kościoła

Szczęśliwa "Blachniczanka"
- świadectwo

Zamieniłeś w taniec mój żałobny lament

Ps 30,12

Pierwsza myśl, jaka powstała w mojej głowie, gdy zostałam poproszona o świadectwo na temat: dlaczego jestem w INMK i jak realizuję swoje powołanie była taka: „Z innego powodu przyszłam do INMK, lecz dla czego innego jestem, inaczej to sobie wyobrażałam a rzeczywistość jest inna”.

Przyszłam do INMK z poczuciem, że wychodzę z bardzo dobrej rodziny, wierzącej, bez konfliktów. Jestem dziś w INMK znając własne ograniczenia, jakie wyniosłam z domu rodzinnego, potykam się o nie, ciągle pracując nad nimi.

Przyszłam do INMK mając poczucie, że moja wiara jest żywa, osobowa, rozwinięta przez formację w Ruchu. Jestem w INMK czując nieraz pustkę w doświadczeniu wiary, pomimo tego, że Bóg ukrywa się w moich doświadczeniach. Jestem pomimo tego, że wiara kosztuje, ale daje wewnętrzne poczucie sensu tej drogi.

Przyszłam do INMK z poczuciem rezygnacji z drogi małżeństwa i rodzicielstwa. Jestem w INMK pomimo tego, że czasami tęsknię za relacją wyłączną z mężczyzną, za wsparciem, pomimo tego, że czuję czasami brak małej rączki dziecka w mojej ręce. Jestem w INMK pomimo tego, że relacja oblubieńcza z Panem Jezusem jest taka czasami niewidoczna, ukryta w wewnętrznych poruszeniach serca.

Przyszłam do INMK z poczuciem, że zostawiam świat, nie będę żyła w wirze jego pośpiechu, napięcia, pracy i rozrywkach. Jestem w INMK żyjąc w środku tych spraw, zmagając się z wewnętrznym napięciem wynikającym z ciągłej próby łączenia modlitwy, pracy, czasu odpoczynku, samotności i bycia z innymi.

Przyszłam do INMK myśląc, że zawsze będę mocno zaangażowana w strukturach Ruchu Światło-Życie, prace jego diakonii. Jestem w INMK czasami czując, że jestem zupełnie na obrzeżu tych struktur. Jestem w INMK zmagając się nie jeden raz z poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie jak realizuję charyzmat INMK? Moja praca dziś to prowadzenie szkoleń, choć w tematyce KWC to przecież nie przez KWC organizowanych i firmowanych. Moja praca dzisiaj to prowadzenie terapii czyli towarzyszenie ludziom w tej drodze poszukiwania dojrzałości, ale głównie tej ludzkiej. Choć często zdarza się w tej drodze uczestniczyć w odkrywaniu relacji osobistej, żywej, pulsującej do Boga to jednak nie posługuję się konspektami Ruchu Światło-Życie, a myśl Ojca Franciszka towarzyszy bardzo delikatnie, subtelnie, choć stanowiąc mój osobisty fundament.

Przyszłam do INMK z potrzebą uczestnictwa w bogatej liturgii oprawionej śpiewami, komentarzami, świadomymi postawami. Jestem w INMK, pomimo, że uczestniczę na co dzień w bardzo skromnej liturgii, czasami drażniącej ilością słów i niepoprawnych teologicznie stwierdzeń. Znam jednak to pałanie serca, które pojawia się nie jako trema przed solowym śpiewem jak było dawniej, ale jako wzruszenie, że uczestniczę w tak wielkiej ofierze samego Boga i w tej ofierze mogę ofiarować moją małą codzienność.

Przyszłam do INMK zostawiając sprawy finansowe moim odpowiedzialnym, żyjąc z poczuciem ,że Opatrzność Boża o wszystko się zatroszczy. Dziś jestem w INMK myśląc o tym, jak zarobić na swoje utrzymanie, jak gospodarować pieniędzmi by starczało na wszystko, na moje potrzeby, na pomoc potrzebującym, których przez terapię mam bardzo często w sercu i przed oczyma, co mogę poświęcić na własne przyjemności i odpoczynek a jak myśleć o emeryturze.

Przyszłam do INMK zostawiając moich przyjaciół i znajomych powoli ucinając kontakty z nimi. Jestem w INMK pomimo tego, że dziś przyjaciół i znajomych mam dużo, często z nimi łączą mnie bliższe i głębsze relacje niż z niejedną osobą z INMK.

Przyszłam do Wspólnoty Diakoni Stałej Ruchu Światło- Życie. Miałam głowę pełną określeń, czym jest Wspólnota, jej jedność, harmonia, życie poprzez dzielenie się i służbę swoimi darami, charyzmatami. Jestem w Instytucie Świeckim Życia Konsekrowanego. Znam jednak ten smak budowania wspólnoty poprzez przebaczenie, zbliżanie się do siebie nawzajem podejmując ryzyko nieporozumienia. Wiem, co to jest przyjmowanie realiów Wspólnoty pomimo tego, że czasami wszystko krzyczy we mnie „ja tak nie chcę”.

Przyszłam do INMK z poczuciem, że idę do Diakoni Stałej Ruchu Światło-Życie, oburzałam się, gdy ktoś nazywał mnie „Blachniczanką”, choć wyglądałam jak typowa siostra bezhabitowa. Jestem w INMK pomimo tego, że dziś niewielu osobom przychodzi do głowy myśl, że jestem osobą konsekrowaną. Nie wstydzę się jednak tego, że życie oddałam Panu Bogu w wyłącznej relacji, lubię opowiadać o moim powołaniu, wypatruję osób, które mogłyby podzielić tę fascynującą drogę życia i powołania.

Patrząc dzisiaj z mojej 23 letniej perspektywy bycia w INMK widzę, że zupełnie inaczej wyobrażałam sobie moje życie, moje powołanie, moją posługę wtedy, gdy rozpoczynałam życie w Dursztynie.. Nie jestem jednak ani zawiedziona, ani sfrustrowana, ani zniechęcona czy przytłoczona problemami osobistymi czy wspólnoty. Podjęłam zaproszenie do tego tańca mojego życia z partneram, którym jest Pan Jezus. Cieszę się, bo widzę, że On mnie prowadzi, kocha mnie i ja Go kocham. Jestem po prostu szczęśliwa.

Danuta
Dod. Katarzyna Wiatr dnia 21-05-2008 o godz. 16:24

Zobacz także:

Paweł - sługa Jezusa Chrystusa (29-06-2008)

50-lecie Instytutu Niepokalanej Matki Kościoła (2-06-2008)

Przed 50 laty ks. Blachnicki założył instytut świecki (21-05-2008)

Być w sposób prosty i zwyczajny (19-05-2008)

Wspólnota moim domem i komunią (18-05-2008)