Niepokalana
Instytut Niepokalanej Matki Kościoła

Razem do ostatniej chwili

Obserwuję posługę mojej przyjaciółki z Instytutu. Od wielu lat opiekuje się ludźmi starszymi, chorymi. Jest to, jak sama określa, "bycie przy" przez 24 godziny na dobę, w domu osoby potrzebującej pomocy, czasem przez kilka lat – dopóki jest potrzeba lub do chwili śmierci. Bardzo zżywa się nie tylko z chorym, ale i z całą jego rodziną. Jest potrzebna, ponieważ rodzina nie ma możliwości zajęcia się bliską osobą przez cały czas, płacą jej pensję, ale relacje między nimi są bardzo rodzinne. Ma, oczywiście, ustalone dni wolne – wtedy chorym zajmuje się rodzina.

Ponieważ mieszka razem ze swym podopiecznym lub podopieczną, zajmuje się wszystkimi codziennymi sprawami: higieną osobistą, rehabilitacją, rozrywką (na przekór depresji)... – stają się sobie bardzo bliscy. Również jej własna rodzina i przyjaciele uczestniczą w tym życiu. Poznają "jej" chorych i wzajemnie. Tworzy się nowe środowisko – pomagamy sobie, spędzamy razem czas.

Tak się jakoś składa, że zawsze trafi do osób, rodzin, które mają trudności w wierze; nie praktykują i nie szukają Pana Boga. Ponieważ jest, jaka jest, tzn. ufa Bogu, modli się, uczestniczy codziennie we mszy św. i ma naprawdę dobry kontakt z ludźmi – jej posługa, jakby przypadkowo, a przecież nieprzypadkowo, dotyka spraw wiary. Nikomu niczego nie narzuca, nie robi nic nadzwyczajnego – po prostu jest sobą i spełnia swoje obowiązki. Największą radością jest powrót do wiary, spowiedź chorych, którzy przez wiele lat byli z dala od Pana Boga, a pojednali się z Nim, w zasadzie tuż przed śmiercią. Również rodzina chorego "zaraża" się tą wiarą w opatrzność Bożą, zaczynają inaczej patrzeć na życie i trudności z nim związane. W życiu mojej przyjaciółki i jej rodziny było wiele bardzo trudnych momentów, dlatego jej świadectwo jest żywe, przemawia faktami. Piszę o tym, bo właśnie to obserwuję.

Myślę, że nie jest łatwo spleść swoje życie z życiem zupełnie obcej osoby i rodziny. Pokochać tę osobę, być przy jej śmierci. I tak po raz kolejny i kolejny... Myślę, że to takie właśnie powołanie.

KD
Dod. Katarzyna Wiatr dnia 23-04-2007 o godz. 17:22

Zobacz także:

50-lecie Instytutu Niepokalanej Matki Kościoła (2-06-2008)

Przed 50 laty ks. Blachnicki założył instytut świecki (21-05-2008)

Szczęśliwa "Blachniczanka" (21-05-2008)

Być w sposób prosty i zwyczajny (19-05-2008)

Wspólnota moim domem i komunią (18-05-2008)