Niepokalana
Instytut Niepokalanej Matki Kościoła

"Nasz czas jest teraz"
- pierwsze wrażenia po watykańskim sympozjum

Już przyleciałam z Rzymu, więc na gorąco napiszę kilka słów po tym watykańskim sympozjum o instytutach świeckich.

Musze przyznać, ze dobrze się czułam wśród osób z różnych ISiów. Po prostu na swoim miejscu. Ta obecność to w jakimś sensie potwierdzenie powołania. Mimo różnicy wieku, różnych warunków życia, różnych kultur - ci, których spotkałam w Rzymie są mi bliscy. Ich świadectwo mnie buduje, pytania, które sobie stawiają nierzadko okazują się tymi samymi, które ja też sobie stawiam.

Jestem przekonana, i jakoś to też czuje podskórnie, że na tym sympozjum działy się rzeczy ważne - nawet jeśli nie wszystko zrozumiałam :) z tego, czego byłam świadkiem.

Ważne było dla mnie spotkanie z Benedyktem XVI. Czekałam na to, co powie do instytutów świeckich, co powie na ich temat. Spodziewałam się, ze tam znajdę ważną odpowiedź dla mojego życia, i także instytuty, każdy z osobna i wszystkie razem znajda nie tylko cos dla siebie, ale w gruncie rzeczy znajdą potwierdzenie swego charyzmatu świeckości konsekrowanej. I tak się stało!

Ucieszyły mnie już pierwsze słowa Benedykta, że jest szczęśliwy wśród nas, gdy po raz pierwszy w czasie swego pontyfikatu spotyka się z instytutami świeckimi! Słuchając Go miałam poczucie, ze On rozumie nasze powołanie, dostrzega jego specyfikę i piękno, ale też podpowiada kierunki, w jakich warto pogłębić nasze życie. By żyć nie tylko pięknie, ale i z pasją, fascynacją, które - jakby przynależały niczym stały element - do naszego powołania świeckich konsekrowanych.

Poruszyły mnie słowa z Psalmu "Oto idę, aby pełnić Twoją wolę mój Boże", który przytoczył z Listu do Hebrajczyków papież. Zobaczyłam, ze to, co wyraża ten psalm to prosta konsekwencja uczestnictwa w tajemnicy Wcielenia, którą w jakimś sensie uobecniamy w tym świecie żyjąc powołaniem świeckich konsekrowanych.

Papież wymieniał różne dziedziny życia, które potrzebują naszej obecności i zaangażowania - ale do mnie jakoś mocno dotarło - że te dziedziny są rożne, bo i my żyjemy w różnych warunkach, ale najważniejsze jest bym "szła i pełniła Jego wolę".

Współgrały mi z tym słowa proroctwa Izajasza z niedzielnej Mszy: kogo mam posłać? Oto ja, poślij mnie". To klucz, jaki znalazłam dla siebie. To zarazem zaproszenie do harmonii konsekracji i świeckości w moim życiu, by pełniej żyć tym powołaniem, jakim zostałam wezwana. I wnosić sens w historię. Odnajdywać go i dzielić się nim, tam gdzie żyję. To taka inspiracja "z papieża".

Oczywiście - nie jestem tylko duchem - więc i po ludzku cieszyłam się bardzo obecnością naszych sióstr, i tym ze siedziałyśmy z L. w czwartym rzędzie w Sali Klementynskiej, że S. mogła podejść do papieża na bacciamano (tak się chyba nazywa ta możliwość przywitania się, ucalowania, i zamienienia paru slów z Benedyktem), byłam dumna i blada :) ze Ewa dzielnie sobie radziła przemawiając do Papieża w imieniu wszystkich instytutów świeckich - i że jest nasza :)

A samo sympozjum?

Jestem pod wrażeniem dyskusji po wykładach. W życiu jeszcze nie byłam na takim kongresie czy sympozjum (a chyba trochę z różnych dziedzin dzięki mojej pracy już odwiedziłam) gdzie uczestnicy po informacji, że teraz jest czas na zadawanie pytań - po prostu zaczęli pytać, o to, co ich interesowało. Nie było praktycznie żadnego oczekiwania na pierwszych odważnych - po prostu to było tak, jakby wszyscy byli odważni i zadawali pytania, bez względu na to, czy wykład wygłosił kardynał - tej klasy co kard. George Cottier (emerytowany teolog Domu Papieskiego) czy ktoś inny.

Wykłady były bardzo ciekawe, ale przyznam, ze równie ciekawe były dyskusje po wykładach. W nich objawiało się życie konkretnych ludzi, którzy siedzieli na sali, pytali o sprawy ważne dotyczące naszego powołania. Żywo reagowali, jeśli odpowiedz współgrała im, z ich intuicjami, jakie prawdopodobnie odkrywali w swoim życiu, a które potwierdzał dany prelegent. Podobało mi się to. Sala była żywa. Podobał mi się też sposób, w jaki odpowiadali czy to kard. Cottier, czy prof. Pizzolato po wykładzie o Liście do Diogneta - niewątpliwe znawcy tematów, na które się wypowiadali, ich naturalność, poważne traktowanie wszystkich pytań, ale tez pogoda ducha czy humor. No i nie da się ukryć, że wtedy mówili nieco łatwiejszym językiem, niż ten, którego używali w wykładach (co nie było dla mnie bez znaczenia :) )

W którymś momencie, bodaj kard. Cottier powiedział odpowiadając na jakieś pytanie o świat - że dialog jest naturą chrześcijaństwa. I chyba właśnie to zobaczyłam na tym sympozjum.

Wiele razy podczas sympozjum wracał wątek, który sobie nazwalam "żywotność a liczebność" instytutów świeckich. Temat w sumie wywołała przewodnicząca CMIS, ale odniósł się do tego - jeśli się nie mylę i Papiez, i abp Gardin z Kongregacji, a na koniec i sam kard Rode, prefekt Kongregacji. Wydaje mi się to ważne, i jakoś sama też musiałam nad tym chwilę pomyśleć - o tej naturze naszego powołania, które jak sól czy drożdże, nawet jeśli jest ich mało nadają smak, spulchniają ciasto. Zresztą te przypowieści wielokrotnie powracały, i naprawdę przynosiły nadzieję. To się czuło! A przynajmniej ja czułam :) że jakby schodziło napięcie związane z tym, że niektóre insytuty starzeją się, czy maja mało lub wcale powołań. Bo to wcale nie musi znaczyć, ze "Pan Bóg już ich nie chce". Słuchając tego, co mówili ci wyżej wymienieni :) - dotarło do mnie, że to może też być Boże zaproszenie, by byli z nim do końca konsekwentni w tym powołaniu do życia konsekrowanego w świecie. Wprawdzie myśląc o tych sprawach, właściwie odnosiłam je do innych - starszych osób, czy starszych instytutów, ale właściwie nie mogę powiedzieć, że mnie to nie dotyczy, bo dziś może nie, ale kiedyś? Kto wie?

Ważnych impulsów było więcej, ale nie sposób o nich wszystkich teraz pisać. Muszą wykiełkować :)

Na pewno wątki papieskie i bodaj wypowiedź abp. Gardin o naturze człowieka, który jest istotą relacyjną, tak jak Bóg, który w Trójcy świętej żyje w relacjach – to oczywiście wielki skrót i uproszczenie, ale tez "sygnał" dany instytutom świeckim.

Cieszę sie ze spotkań ze świeckimi konsekrowanymi z różnych krajów - ale też z daru spotkania w grupie sympozjalnej i rzymianek z INMK, ze spotkania z bp. Szamockim i o. dr. Wolfem z Niemiec, którzy też w tych dniach "trzymali sie z nami".

Cieszę sie, tez z naszej „młodej i nowoczesnej” presidente CMIS :) Tak o Ewie mówili różni ludzie praktycznie z całego świata. Mówili o niej w kuluarach :) i do niej też chyba czasem, gdy np. dziękowali jej za to kim jest i co robi dla instytutów świeckich. Cieszę sie, że traktują ją jak eksperta. Wprawdzie żadna w tym moja czy nasza zasługa, ale cieszę sie, że jest "nasza", od nas. To bardzo dobra "reklama" dla naszego instytutu :) Po prostu ciesze sie z tego!

Anna
Dod. Katarzyna Wiatr dnia 7-02-2007 o godz. 16:29

Zobacz także:

Odpowiedzialna główna INMK - audytorem na Synodzie Biskupów nt. Biblii (6-09-2008)

Paweł - sługa Jezusa Chrystusa (29-06-2008)

50-lecie Instytutu Niepokalanej Matki Kościoła (2-06-2008)

Przed 50 laty ks. Blachnicki założył instytut świecki (21-05-2008)

Szczęśliwa "Blachniczanka" (21-05-2008)