Instytut Niepokalanej Matki Kościoła
Paweł - sługa Jezusa Chrystusa
- rozmowa z ks. prof. Waldemarem Chrostowskim

W sobotę 28 czerwca w Kościele rozpoczął się ogłoszony przez Benedykta XVI Rok św. Pawła. O znaczeniu tej postaci w rozmowie z KAI mówi ks. prof. Waldemar Chrostowski, przewodniczący Stowarzyszenia Biblistów Polskich. Jego zdaniem, refleksja nad św. Pawłem jest refleksją nad sednem wiary. - Gdyby nie było św. Pawła, bardzo trudno, czy wręcz niemożliwe byłoby to, by orędzie Ewangelii zostało w starożytnym świecie przyjęte tak dynamicznie i przetrwało do dzisiaj – mówi ks. prof. Chrostowski.

***

Papież ogłosił Rok św. Pawła. Jakie znaczenie ma ta postać dla Kościoła. Dlaczego właśnie on zostanie w tym roku szczególnie przypomniany?

- Nie jest przypadkiem, że Benedykt XVI ogłosił Rok św. Pawła. Życie, wiara i teologia Apostoła Narodów zajmowały bardzo wiele miejsca w myśli teologicznej kard. Josepha Ratzingera, od 2005 r. Benedykta XVI. Kiedy przeglądamy jego teologiczną twórczość, widać w niej wyraźną świadomość, która zresztą zawsze w Kościele istniała, że osoba i dzieło św. Pawła są dla chrześcijaństwa drugie pod względem ważności – oczywiście przy zachowaniu wszystkich proporcji teologicznych i historycznych – po Jezusie Chrystusie. Jezus Chrystus dokonał dzieła zbawienia, natomiast wkład Pawła polega na tym, że orędzie, które dotyczy Chrystusa i Go światu głosi, przełożył z języka religii i kultury semickiej na język kultury hellenistycznej. Dzięki temu Dobra Nowina o Jezusie Chrystusie mogła się skutecznie rozprzestrzeniać „aż po krańce ziemi”.

W drugim roku swego pontyfikatu Benedykt XVI wygłosił katechezy, które zostały opatrzone tytułem „Świadkowie Chrystusa. Apostołowie i uczniowie”. Podkreślając, że Kościół został ustanowiony jako wspólnota wiary, nadziei i miłości, powrócił do początków Kościoła i wskazał, że jego fundamentem są apostołowie, poprzez których dochodzimy do Jezusa. Następnie przedstawił sylwetki uczniów, o których mowa na kartach Nowego Testamentu; wprawdzie nie zostali oni powołani przez Jezusa podczas Jego ziemskiego życia, ale po Jego śmierci i zmartwychwstaniu, bezgranicznie oddali Chrystusowi, Ewangelii i Kościołowi całe swoje życie. Najwięcej miejsca w tej refleksji zajął Paweł z Tarsu, który mówił o sobie, że jest „apostołem z powołania” (Rz 1,1; 1Kor 1,1) lub „z woli Bożej apostołem” (2Kor 1,1; Ef 1,1). Ojciec Święty poświęcił mu cztery wspaniałe katechezy wygłoszone jesienią 2006 roku, nazywając go, ponieważ został powołany przez Zmartwychwstałego, „pierwszym po Jedynym”. Kilka miesięcy później, w homilii wygłoszonej w rzymskiej Bazylice św. Pawła za Murami 28 czerwca 2007 r., Benedykt XVI zapowiedział Rok św. Pawła i nadmienił, że jest to wydarzenie znaczące i ważne z tego względu, że Apostoł Narodów, nazywany również trzynastym Apostołem, zajmuje zupełnie wyjątkowe miejsce w dziejach i teologii Kościoła. Refleksja nad św. Pawłem to w gruncie rzeczy refleksja nad tym, co dla Kościoła i dla chrześcijanina najważniejsze, czyli nad Chrystusem i tego, co stanowi sedno naszej wiary w Niego.

Św. Paweł to szczególna postać. Z prześladowcy Kościoła stał się Apostołem Narodów. Jak do tego doszło?

- To jest postać pełna paradoksów i także dlatego niesłychanie interesująca. Zwróćmy uwagę na charakterystyczne znamię jego osoby i działalności: zanim Szaweł (jego hebrajskie imię brzmiało Saul, tak jak imię pierwszego króla biblijnego Izraela) na drodze pod Damaszkiem spotkał Chrystusa, wpierw spotkał Kościół. Ale to spotkanie z Kościołem nie sprawiło w nim żadnego przełomu, przeciwnie – wyzwoliło wielką energię, na skutek której jeszcze gwałtowniej prześladował zwolenników nowej „Drogi”. Zamiast zainteresowania i życzliwości, wzmagała się niechęć i odrzucenie. To powinno nam dać wiele do myślenia. Trzeba postawić pytanie: czy działo się wtedy coś takiego, że Kościół był niewiarygodny, że Kościół, na który patrzył Szaweł był zbyt słabym lub za mało dynamicznym świadkiem Jezusa Chrystusa, czy też w samym prześladowcy istniało jakieś zamknięcie lub ograniczenie, które sprawiało, że nie widział dobra, jakie dokonywało się w Kościele i przez Kościół?

Ten dylemat pozostaje bardzo ważny również dzisiaj. Bardzo często Kościół staje bowiem w ogniu krytyki, od Kościoła wymaga się bardzo wiele, zdarzają się antykościelne wystąpienia, a nawet prześladowania, którym towarzyszą nawoływania do „oczyszczania”, ograniczanie jego znaczenia i roli oraz próby usuwania go poza margines życia społecznego. Nie należy lekceważyć krytyki i pewnej części podnoszonych zarzutów, także z tego względu, iż chrześcijanie nie mogą zatracić umiejętności ponawiania i pogłębiania rachunku sumienia. Jednak nasuwa się też drugie pytanie: czy ci, którzy niechętnie lub wrogo patrzą na Kościół oraz występują przeciwko niemu, czynią to w sposób nieuprzedzony, pozbawiony stereotypów lub założeń, które pozwalają im rzetelnie spojrzeć na rzeczywistość Kościoła i zobaczyć w prawdzie całe jego bogactwo? Nie każda krytyka Kościoła i nie każdy sprzeciw wobec niego pochodzą z pobudek, które powinno się respektować. Istnieje również sprzeciw podszyty otwartą lub skrywaną wrogością, jak wrogość Szawła, o którym Dzieje Apostolskie mówią, że „niszczył Kościół” (Dz 8,3).

Drogą do Kościoła dla zagorzałego prześladowcy Szawła stał się Jezus Chrystus! Spotkał Go, dzięki Jego bezpośredniej interwencji! To bardzo ważne, bo pokazuje, że by w każdym czasie Kościół był wiarygodny, musi nieustannie odkrywać i ukazywać oblicze Jezusa Chrystusa. Spotkanie z Bogiem dokonuje się nie dzięki Kościołowi jako instytucji, ale dzięki Chrystusowi, który w Kościele jest zawsze obecny i skutecznie działa. Ta najgłębsza więź, tajemnicza tożsamość Chrystusa z Kościołem znalazła wyraz także w doświadczeniu prześladowcy, który na drodze pod Damaszkiem usłyszał: „Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?” (Dz 9,4). Na pewno zaskoczyły go te słowa, wtedy jednak poznał, że prześladując Kościół, prześladował Chrystusa. Przesądziło to o całej jego przyszłości, bo odtąd postawił w centrum swojego życia Jezusa Chrystusa, a jego główną troską stało się budowanie i umacnianie Kościoła. Benedykt XVI powiedział: „Na tej podstawie można zrozumieć, dlaczego Kościół był potem tak bardzo obecny w myśli, sercu i działalności Pawła”.

Drugi paradoks, z jakim mamy do czynienia w jego przypadku, to fakt, że Saul był żarliwym wyznawcą Boga Jedynego, ale właśnie w imię wierności Bogu oraz Jego Prawu prześladował chrześcijan i Kościół, traktując wyznawców Chrystusa jako tych, którzy nie sprostali wymaganiom wierności przymierza z Bogiem. Będąc gorliwym Żydem, traktował wiarę w Jezusa jako skandaliczną i nie do przyjęcia, dlatego czynnie się jej sprzeciwiał, posuwając się do prześladowania chrześcijan. Jego sposób wyznawania Boga i postępowanie uległy definitywnej zmianie wówczas, gdy spotkał Chrystusa, a to spotkanie, jak światło, olśniło go i całkowicie przemieniło. Od tej pory potrafił rzetelnie i sprawiedliwie ocenić to, czego się dopuszczał, wyznając ze skruchą: „Prześladowałem Kościół Boży” (1Kor 15,9; Ga 1,13). Odtąd wszystko inne przestało być ważne, czemu wiele razy dał wyraz w swoim nauczaniu i Listach, które weszły do kanonu Nowego Testamentu. Od wydarzenia pod Damaszkiem jego droga do Ojca prowadzi przez Syna. Zasadniczo nowa jakość jego wiary polega na tym, że w Jezusie odkrył i uznał oblicze Boga. Spotkał Jezusa, lecz nie „historycznego”, tego, który przemierzał Galileę, Samarię i Judeę, ale zmartwychwstałego i uwielbionego. W Liście do Filipian wyznał, że został „zdobyty przez Chrystusa” (Flp 3,12). To nam pokazuje, że spotkanie z Chrystusem zmartwychwstałym jest możliwe dla każdego człowieka, bo objawienie się Boga w Jezusie Chrystusie nie zamyka się w wąskich ramach Jego historycznego życia pomiędzy Nazaretem a Golgotą. Spotkanie z Chrystusem jest możliwe zawsze i wszędzie, ponieważ to On wychodzi naprzeciw tym, którzy ufnie szukają Boga.

Paweł uwierzywszy w Chrystusa głosił Go w różnych rejonach starożytnego świata. Co było „motorem” jego wytężonej aktywności misyjnej?

- Fenomen Pawła polega na tym, że zanim głosił Chrystusa z tak bezgranicznym oddaniem, najpierw sam Go głęboko przyjął oraz wewnętrznie przeżywał. Po wydarzeniu pod Damaszkiem nie od razu stał się Jego głosicielem, natomiast poświęcił się odkrywaniu owoców spotkania z Chrystusem i umacniania osobistej więzi z Nim. Najpierw udał się do miasta i tam, według jednego ze świadectw Dziejów Apostolskich, wzbraniał się przed podjęciem decyzji, skoro słyszał słowa Ananiasza: „Dlaczego teraz zwlekasz? Przyjmij chrzest i obmyj się z twoich grzechów, wzywając Jego imienia” (Dz 22,16).. W tej zwłoce było zapewne kurczowe trzymanie się przeszłości, która przecież była przeszłością wyznawania wiary w Boga Jedynego. A kiedy przyjął chrzest i otworzył się na Chrystusa, przez czas jakiś pozostawał w Arabii, na terenie dzisiejszej północnej Jordanii. Jego podstawowy dylemat polegał na tym, że oto musiał najpierw samemu sobie wytłumaczyć, kim jest Jezus Chrystus dla niego, który dotąd był gorliwym wyznawcą judaizmu jako religii biblijnego Izraela? Jakie jest miejsce w tej wierze, przejętej od ojców, a sięgającej Abrahama i pozostałych patriarchów, dla Chrystusa, którego teraz przyjmuje i wyznaje jako Mesjasza i Syna Bożego?

Następnie nawrócony Szaweł udał się do Jerozolimy, gdzie spotkał Piotra i niektórych spośród apostołów. Przebywał tam jednak krótko ze względu na zagrożenie życia, które na niego czyhało. Od Piotra i od innych usłyszał zapewne orędzie o historycznym Jezusie, ale było ono dla niego – co też jest znaczące - mniej ważne. Nie udał się, jeśli można tak powiedzieć, z pielgrzymką śladami Jezusa do Galilei, nie udał się do Nazaretu i Kany Galilejskiej ani nad Jezioro Genezaret, nie szukał Góry Przemienienia, nie rozpytywał o osoby, które były świadkami lub uczestnikami cudów, których dokonał Jezus. Od czasu śmierci Jezusa upłynęło zaledwie kilka lat, a więc pamięć o Jego działalności musiała być wciąż żywa, ale nawrócony Szaweł nie szuka tego rodzaju kontaktów. Zastanawia się on i przeżywa pytanie, kim jest Jezus zmartwychwstały i uwielbiony. Z Jerozolimy przez Cezareę Nadmorską udaje się do rodzinnego Tarsu, gdzie przebywa kilka lat. Jest to swoisty okres życia „ukrytego”, w jakimś sensie analogiczny do tego, jaki przeżył Jezus zanim rozpoczął swoją publiczną działalność. Nie wiemy, czym się Szaweł zajmował w Tarsie, ale najprawdopodobniej nie głosił Jezusa Chrystusa, a nawet jeżeli dzielił się tam Dobrą Nowiną, najwidoczniej nie przyniosło to znaczących rezultatów, skoro na ten temat nic nie wiemy. Był to więc przede wszystkim czas jego osobistego dojrzewania.

W Tarsie odnalazł go Barnaba, którego wcześniej spotkał w Jerozolimie. Zaprowadził go do Antiochii (to dzisiejsza Antakya przy granicy turecko-syryjskiej) i zaczęli wspólnie pracować w Kościele antiocheńskim. Tam po raz pierwszy nazwano uczniów „chrześcijanami” (Dz 11,20). Stamtąd w 45 r. rozpoczął pierwszą podróż misyjną. Nie stało się to jednak wyłącznie na skutek jego osobistego zapału, lecz został wyznaczony przez miejscowy Kościół. Właśnie Kościół antiocheński uznał, że nadszedł czas, żeby wysłać swoich przedstawicieli do głoszenia Ewangelii również w innych rejonach świata. Wyruszając, nie przewidywali, co przyniesie przyszłość. Udali się najpierw na Cypr, a stamtąd do Azji Mniejszej, do Perge i Antiochii w Pizydii, a potem do Ikonium, Derbe i Listry. Okazywało się, że mieli do czynienia z kolejnym paradoksem: głosząc Chrystusa w synagogach, byli odrzucani przez znaczną część Żydów, ale z drugiej strony właśnie to odrzucenie sprawiało, że zainteresowanie Ewangelią stale rosło i wszędzie znajdowali się tacy ludzie, którzy zostali przez nich pozyskani dla Chrystusa, a których wkrótce należało utwierdzać w wierze.

Rozważając osobę i działalność św. Pawła, Benedykt XVI podkreślił, że jego sukcesy apostolskie nie pochodziły ze specjalnie obmyślanej strategii albo starannie dobranych planów duszpasterskich, czynionych dalekosiężnie bądź na krótszą metę. Nie były także rezultatem wybitnych umiejętności retorycznych. Jego sukcesy apostolskie stanowiły owoc żarliwej wiary, jego osobistego doświadczenia i bezkompromisowego świadectwa dawanego Chrystusowi. To świadectwo było tak przekonujące, ponieważ jego wiara, wytrwałość i gotowość przyjęcia cierpienia stawały się współcierpieniem ze Zbawicielem. Paweł nie szukał siebie ani nie polegał na ludzkich siłach, lecz uczestnicząc w życiu Chrystusa, uczynił z siebie dar dla innych. Natrafiamy tu na nowy znamienny paradoks: on, który spotkał Chrystusa uwielbionego i zmartwychwstałego, potrafił bez reszty utożsamiać się z Jezusem umęczonym i ukrzyżowanym. W Liście do Rzymian napisał, że otrzymując chrzest, „zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć, (...) zostaliśmy razem z Nim pogrzebani” (Rz 6,3-4). Paweł posiadł niezwykłą umiejętność przeżywania cierpień i trudności, określając je jako „cierpienia Chrystusa w nas” (2Kor 1,5). Ale nie była to wcale jakaś odmiana ryzykownego cierpiętnictwa! Przeciwnie, napisał, że „nosimy nieustannie w ciele naszym konanie Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym ciele” (2Kor 4,10).

Czy to utożsamianie się z cierpiącym Chrystusem musiało w konsekwencji doprowadzić do tego, że św. Paweł poniósł śmierć męczeńską?

- Paweł przecierpiał bardzo wiele! Począwszy od nawrócenia pod Damaszkiem, doświadczył wrogości, która często obracała się przeciw jego życiu i zdrowiu. Jeszcze gdy przebywał w Damaszku dowiedział się, że uknuto przeciw niemu spisek i tamtejsi Żydzi postanowili go zabić. Możemy się domyślać, że ich rozczarowanie i wrogość wobec nowej tożsamości Szawła były ogromne. Jednak nowi współbracia zadbali, by został w nocy spuszczony w koszu poza mury Damaszku, co zapewniło mu ocalenie. Do dzisiaj w tym miejscu znajduje się kościół, który tę ucieczkę upamiętnia. Paweł udał się do Jerozolimy, gdzie apostołowie i uczniowie patrzyli na niego z wielkim niedowierzaniem lecz, dzięki Barnabie, okazali mu zaufanie i przyjęli go. Gdy dowiadują się, że na Pawła czeka kolejny spisek – pomagają mu w ucieczce do Tarsu.

A później, podczas trzech podróży apostolskich, Paweł wiele razy przeżywa najrozmaitsze trudności. W Drugim Liście do Koryntian wylicza niebezpieczeństwa, upokorzenia i zagrożenia, które były jego udziałem: trudy, więzienia i chłosty; na morzu, na rzekach, na pustyni, w mieście i na pustkowiu; od zbójców, od własnego narodu, od pogan i od fałszywych braci; podstępne knowania, intrygi, plotki i obmowy – wszystko, co najtrudniejsze i najbardziej bolesne, stało się jego udziałem! Doświadczył męczeńskiej śmierci na długo zanim ona nastąpiła. Trudno powiedzieć, co przeżywał dotkliwiej: prześladowania fizyczne, czy – wydaje się, że raczej to drugie – rozmaitego rodzaju prześladowania duchowe, w których oskarżano go o najrozmaitsze rzeczy, nawet o to, że kieruje się egoizmem, pychą i chciwością, że wykorzystuje wiernych lub nadużywa ich zaufania. Paweł przeżywał to niesłychanie mocno, dając pod koniec życia wyraz temu wszystkiemu, co przecierpiał. Nie skarży się, ale pamięta. Nie oskarża nikogo, nie potępia swoich prześladowców i nie wylicza ich po imieniu, ale daje poznać, że to, co przeszedł, nie pozostało bez śladu. Zatem, gdy jako więzień dotarł do Rzymu, było to niejako naturalne zwieńczenie jego dramatycznego życia. Po tym, co go spotykało wcześniej, nic trudniejszego już go spotkać nie mogło. Był więc do śmierci męczeńskiej należycie przygotowany, a w Liście do Galatów napisał: „Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał dla mnie” (Ga 2,20). W Rzymie Paweł zdawał sobie sprawę, że jego życie i działalność dobiegają końca oraz że kresem życia jest Chrystus. Spokojnie, mężnie i z nadzieją przyjął to, co jego prześladowcy zamierzali: poniósł śmierć męczeńską, która była ukoronowaniem męczeństwa, jakie zostało zapoczątkowane tuż po jego nawróceniu.

Św. Paweł jest też autorem wielu listów, które weszły w skład Pisma Świętego. Co mówią one o swoim autorze? Jaki Paweł wyłania się z tych pism? Co jest dla niego ważne? Jakie ma priorytety?

- Benedykt XVI zwrócił uwagę w swoich katechezach, że jeżeli chodzi o fizyczny wygląd i o naturalne zdolności apostoła Pawła, to niewiele przemawiało za jego sukcesami. Podobno, jak utrzymuje tradycja starochrześcijańska, był człowiekiem niskiego wzrostu, łysym – tak się go przedstawia w ikonografii bizantyjskiej, chorowitym lub słabego zdrowia, sam zresztą skarżył się na rozmaite cielesne dolegliwości. Zapewne część z nich miała związek z prześladowaniami, ale być może i w naturalny sposób był podatny na niektóre choroby. Przykładowo, miał duże kłopoty z oczami i prawdopodobnie źle widział. Nie był też jakimś wielkim mówcą...

Ale przecież miał gruntowne wykształcenie...

- Wykształcenie gruntowne miał, lecz iluż to wykształconych ludzi nie potrafi przemawiać! Wykształcenie i umiejętności oratorskie to dwie różne sprawy. Paweł chyba nie miał też umiejętności doraźnego pozyskiwania ludzi, skoro np. poróżnili się z Barnabą, zaś w kilku jego listach mamy lakoniczne aluzje do osób, które nie cieszyły się jego sympatią.

Natomiast Paweł potrafił wspaniale pisać! Było to możliwe również dlatego, że wszystko wnikliwie przemyślał i głęboko wierzył. Właściwie stał się on pierwszym chrześcijańskim teologiem i podstawą dla chrześcijańskich dociekań teologicznych. Teologia to fides quaerens intellectum – wiara szukająca zrozumienia. Należał do grona tych pierwszych wyznawców, którzy szukali zrozumienia wydarzenia Jezusa Chrystusa i dali temu wyraz w swoich pismach. Najstarsze listy św. Pawła, czyli 1 i 2 List do Tesaloniczan, zostały napisane w 48 czy 49 roku, czyli zanim została powstała pierwsza z Ewangelii kanonicznych. One są najwcześniejszymi pismami, które z czasem weszły do kanonu Nowego Testamentu! To kolejny paradoks, że pierwszym słowem Nowego Testamentu, utrwalonym na samym początku 1 Listu do Tesaloniczan, jest imię „Paweł” (1Tes 1,1). Sednem Nowego Testamentu jest Jezus Chrystus, natomiast wzór Jego głosiciela stanowi Paweł!

Po dwóch Listach do Tesaloniczan powstały kolejne pisma, które weszły w skład kanonu Nowego Testamentu. Dlaczego tak się stało? Od swojego zaistnienia Kościół podzielał z biblijnym Izraelem jego księgi święte, choć nie miał jeszcze świadomości, że to jest pierwsza część Biblii. Były to po prostu księgi święte Izraela jako ludu Bożego wybrania, zarówno te, które istniały po hebrajsku i aramejsku (Biblia Hebrajska), przełożone w III i II w. przed Chr. na język grecki, oraz pozostałe napisane w języku greckim (Biblia Grecka, znana jako Septuaginta). Dzięki temu, że istniała Septuaginta i że była ona Biblią Żydów przyjętą zwłaszcza w diasporze, Paweł mógł głosić Chrystusa i pisać o Nim po grecku. Wszystkie jego listy zostały napisane właśnie w tym języku. Paweł potwierdził, że Biblia Grecka spełniła nieocenioną rolę praeparatio Evangelica, przygotowania do Ewangelii.

Bardzo dużo do myślenia daje fakt, że ci, do których Pawłowe listy zostały skierowane, zachowali je, co więcej, odczytywali, rozważali, skrupulatnie przepisywali, kopiowali, ustrzegli i przekazywali z pokolenia na pokolenie. Bardzo wcześnie uznali, że w piśmiennictwie św. Pawła zawiera się istota wiary chrześcijańskiej, wytłumaczenie tego, kim jest Jezus Chrystus. Właśnie dlatego te pisma zostały uznane za kanoniczne. Co to znaczy „kanon”? To po grecku – norma, podstawa. Listy św. Pawła, tak jak pozostałe pisma kanoniczne NT, wyznaczają ramy, podstawy, normy chrześcijańskiej wiary i postępowania. Dlatego zostały przyjęte i cieszyły się wśród pierwszych wyznawców Jezusa Chrystusa takim autorytetem, jak księgi święte biblijnego Izraela, przyjęte i przeżywane jako Słowo Boże. Bardzo wcześnie, bo już w II wieku zaistniała świadomość, że listy Pawłowe, a także cztery Ewangelie, które opowiadają o ziemskim życiu Jezusa, oraz pozostałe pisma przyjęte przez Kościół, wyznaczają fundament chrześcijańskiej tożsamości i stanowią drugą część Pisma Świętego. Tak wyłonił się kanon pism Nowego Testamentu.

W Listach pojawiają się imiona różnych współpracowników św. Pawła. Kim dla niego byli: Barnaba, Łukasz czy Tymoteusz?

- Każdego z nich trzeba rozpatrywać oddzielnie. Nasza dobra sytuacja polega na tym, że stosunkowo dużo o nich wiemy. Najwięcej św. Paweł zawdzięczał Barnabie, bo to on wkrótce po nawróceniu przygarnął go w Jerozolimie i przedstawił Piotrowi oraz innym apostołom. To był drugi wielki przełom w życiu Pawła, gdyż dotychczasowy prześladowca był w Jerozolimie nadal właśnie tak postrzegany, a kiedy wrócił z Damaszku, nie darzono go zaufaniem. Być może obawiano się, że chodzi o kolejną intrygę czy podstęp, którego cel stanowiło rozpracowanie młodej wspólnoty Kościoła jerozolimskiego od wewnątrz. Wówczas Barnaba okazał mu ogromną pomoc.

Drugi raz podał mu rękę, kiedy odszukał go w Tarsie. Gdyby nie Barnaba, być może nawrócony Szaweł pozostałby przez całe życie w swoim rodzinnym mieście. Ludzie potrzebują przyjaciół, żeby ukazywali im nowe horyzonty. Również Pan Bóg potrzebuje ludzkiej przyjaźni, by skutecznie urzeczywistniać swoje plany. To dzięki Barnabie Szaweł znalazł się w Antiochii Syryjskiej, gdzie rozpoczął pracę w tamtejszym Kościele, a potem – wraz z Barnabą i Janem Markiem - posługę ewangelizacyjną. Kilka lat później doszło do tego, że obaj się poróżnili. A poróżnili się o Jana Marka, z którym wyruszyli w pierwszą podróż misyjną. Z nim przemierzyli Cypr, a kiedy wylądowali w Perge w Pamfilii (na terenie dzisiejszej Turcji), Jan Marek odłączył się i udał się do Jerozolimy, natomiast Paweł i Barnaba kontynuowali swoją podróż. Gdy później postanowili rozpocząć drugą wyprawę misyjną i Jan Marek chciał pójść wraz z nimi, wtedy Paweł stanowczo się temu sprzeciwił, na skutek czego drogi Pawła i Barnaby się rozeszły. Jan Marek udał się z Barnabą na Cypr, a Paweł dobrał sobie nowego towarzysza, imieniem Sylas, z którym wyruszył do Azji Mniejszej. Przyjaźń Pawła i Barnaby była więc niesłychanie dramatyczna, co nam pokazuje rozmaite ludzkie uwarunkowania dzieła ewangelizacji.

Druga ważna postać to Łukasz. Był on towarzyszem i przyjacielem Pawła i to dzięki niemu wiemy o Pawle tak dużo. Łukasz stał się biografem Kościoła apostolskiego, a także biografem Piotra i Pawła. Gdybyśmy mieli do dyspozycji jedynie Listy św. Pawła, nie dysponowalibyśmy tak wielką wiedzą historyczną, geograficzną i topograficzną, jaką posiadamy dzięki Dziejom Apostolskim. W nich Łukasz opisał szlaki podróży apostolskich, a uczynił to tak precyzyjnie, że chociaż upłynęło 2000 lat, możemy odtworzyć je z dokładnością do kilku metrów i po tych szlakach kroczyć. Możemy precyzyjnie umiejscowić rozmaite wydarzenia oraz określić przebieg i cele podróży, a także lepiej poznać trudy i osiągnięcia apostolskie. Dzięki temu możemy mówić nie tylko o historii zbawienia, czyli odtwarzać losy apostołów osadzone w wymiarze czasu, ale również o geografii zbawienia, czyli odtwarzać w wymiarze przestrzeni kręgi dynamicznego rozprzestrzeniania się Ewangelii. To wszystko zawdzięczamy głównie Łukaszowi, autorowi trzeciej Ewangelii kanonicznej i Dziejów Apostolskich.

Czy można sobie wyobrazić Kościół bez św. Pawła?

- Tu wchodzimy w domenę, którą można nazwać pisaniem historii wirtualnej: co by było, gdyby...? Zapewne można stworzyć program komputerowy, dzięki któremu wprowadzimy do komputera mnóstwo danych z najwcześniejszego okresu istnienia Kościoła, również danych o Jezusie Chrystusie, ale zupełnie pominiemy wszystko, co zawiera imię Paweł, albo z Pawłem się wiązało i od niego pochodziło. Nie ryzykujemy wiele przypuszczając, że gdyby nie było św. Pawła, to wydarzenie Jezusa Chrystusa pozostałoby mimo wszystko w wąskich ramach Starego Testamentu i judaizmu biblijnego, czyli w obrębie świata semickiego, na terytorium Judei, Samarii i Galilei. Byłoby więc bardzo trudno przełożyć je na język starożytnego świata śródziemnomorskiego, a zatem bardzo trudno, czy wręcz niemożliwe byłoby to, by orędzie Ewangelii zostało w starożytnym świecie przyjęte tak dynamicznie i przetrwało do dzisiaj. Nie ma żadnej przesady w powiedzeniu, że to przede wszystkim Paweł, który rozpoczął ewangelizację Cypru, a potem Macedonii, Achai i Peloponezu, jest jednym z ojców chrześcijańskiej Europy.

W ostatnich wiekach ery przedchrześcijańskiej judaizm ówczesny, w odróżnieniu od późniejszego i dzisiejszego, był religią misyjną. Wokół Żydów „z urodzenia” gromadzili się, zwłaszcza w synagogach, prozelici, czyli dawni poganie, którzy uznawali wiarę w jedynego Boga za atrakcyjną, a także „bojący się Boga”, czyli poganie mniej lub więcej zainteresowani judaizmem. Słyszymy o tych grupach także w kontekście podróży misyjnych św. Pawła. Jednak ów dynamizm misyjny, jaki posiadał judaizm biblijny, nie wystarczył do tego, by stał się on religią światową, bo zarazem istniały w nim tendencje, do dzisiaj zresztą obecne, które postrzegają judaizm wyłącznie jako religię Żydów. To dlatego z prozelitów i z bojących się Boga próbowano uczynić w dłuższym czy krótszym przedziale czasowym po prostu Żydów, a więc ich zjudaizować. Takie tendencje istniały także w Kościele apostolskim i Paweł musiał się z nimi zmierzyć.

Paweł wywodził się ze świata judaizmu biblijnego. Nowość jego orędzia i jego wkład polegają na tym, że nadał wierze w Jezusa Chrystusa wymiar uniwersalny, przełożył ją na kategorie pojęciowe, kulturowe, społeczne, religijne, moralne i teologiczne, które są do przyjęcia poza wąsko pojętym światem semickim. I na tym polega jego fenomen! Nawiasem mówiąc, z tego powodu był wtedy niewygodny, a i do dzisiaj pozostaje niewygodny, bo nie wszystkim tego rodzaju uniwersalny dynamizm religijny odpowiada. Pytanie, jakie się nasuwa brzmi: czy Bóg wybrał Izraela tylko ze względu na niego samego, czy też Izrael ma własne i niepowtarzalne miejsce w Bożym planie zmierzającym ku zbawieniu całej ludzkości? Paweł jasno i precyzyjnie odpowiedział na to pytanie, udzielając lekcji uniwersalizmu, którym odznacza się całe jego apostolstwo. Benedykt XVI powiedział: „Dostrzegając dominujący problem dostępu pogan, czyli narodów, do Boga, który w Jezusie Chrystusie ukrzyżowanym i zmartwychwstałym daje zbawienie wszystkim ludziom bez wyjątku, poświęcił się przybliżaniu tej Ewangelii”.

Jeśli o papieżu mówi się, że jest następcą św. Piotra, czy można o kimś powiedzieć, że jest następcą św. Pawła?

- Liturgiczna uroczystość, która zapoczątkowuje Rok św. Pawła, łączy św. Piotra i św. Pawła. W prefacji mszalnej podkreśla się, że otrzymawszy odmienne dary, obaj budowali jeden Kościół. Możemy więc powiedzieć, że papież jako biskup Rzymu jest następcą św. Piotra, który otrzymał przywilej prymatu i Rzym pozostaje jego stolicą prymacjalną, oraz że jest również następcą św. Pawła, ponieważ ma obowiązek głoszenia Ewangelii „aż po krańce ziemi”, a to właśnie było udziałem Apostoła Narodów.

Obaj, Piotr i Paweł ponieśli śmierć męczeńską w Rzymie, więc Rzym i urząd biskupa Rzymu jednoczy te dwie postacie oraz ich posłannictwo i funkcję. Jednoczy, ale oczywiście nie wyczerpuje, dlatego że ten sam potencjał misyjny, uniwersalistyczny, ewangelizacyjny powinien być udziałem każdego biskupa i kapłana oraz – i nie jest to tylko zwyczajowa formuła – każdego wiernego, bo każdy, kto wyznaje Jezusa Chrystusa, powinien dojrzewać do tego, by w najgłębszy sposób mógł powtórzyć za św. Pawłem: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2,20). To jest właśnie ów szczyt świętości, który osiągnął św. Paweł, słusznie traktowany jako ojciec chrześcijańskiej mistyki. Nie wszyscy chrześcijanie są mistykami, to jest oczywiste, ale każdy chrześcijanin powinien zdawać sobie sprawę, że takie bogactwo życia duchowego istnieje, że taka droga jest możliwa, że nawet jeśli nie jesteśmy w stanie na nią wkroczyć, jednak powinniśmy wiedzieć, że są ludzie, którzy to czynią oraz wskazany przez nią cel osiągają.

Co radziłby Ksiądz Profesor katolikom w Polsce, aby dobrze przeżyli rozpoczynający się Rok św. Pawła?

- Ważną naukę, jaka płynie dla nas, najlepiej uwypuklił Benedykt XVI: „Najważniejsze jest postawienie w centrum własnego życia Jezusa Chrystusa, tak by naszą tożsamość określało zasadniczo spotkanie, więź z Chrystusem i z Jego słowem. W Jego świetle trzeba przywrócić wszystkie wartości i oczyszczać je z ewentualnych osadów. Druga zasadnicza lekcja, jakiej nam udziela Paweł, to uniwersalizm charakteryzujący jego apostolstwo”. To bardzo piękna i trafna synteza, której sedno stanowią słowa Apostoła: „Bądźcie naśladowcami moimi, tak jak ja jestem naśladowcą Chrystusa” (1Kor 11,1).

Rozmawiała Anna Wojtas

Dokument został dodany dnia 29-06-2008 o godz. 20:04